Pamiętam rozmowę w Bolonii z Janem Łukaszem, który nie mógł pojąć czemu jesteśmy zmęczone skoro mamy wakacje. Teraz powiedziałabym mu, że oprócz ciągłego szukania noclegu/jedzenia/kolejnego miejsca do zobaczenia/, że zmęczona jestem zbiorem wrażeń. Z tym wspomnieniem nakłada mi się wspomnienie jak obie siedziałyśmy w parku w Padwie. To były pierwsze dni, a my po obejrzeniu kaplicy Scrovgnich, siedziałyśmy w parku. Niby żartem, niby serio pozowałam do zdjęcia, któremu można nadać tytuł/lub # :) "tyletupięknacudówsłońcamiłychludzityledobregojedzeniatyletyletyletyleże....jajużnieogarniam"!
Nie da się ukryć, Byłyśmy dzielne i się starałyśmy. Oglądać, zwiedzać, poznawać, przekraczać siebie, dobrze się bawić, ale... udało mi się prawie zasnąć ze zmęczenia na schodach w Pisie, udało nam się pojechać na dwa dni, aż do Cuneo.. i tam nic nie robić, zasnąć w krużgankach kościoła w Bolonii - bo po prostu czasem zachwyt, piękno w pomieszaniu ze zmęczeniem podróży i to co dobrego doświadczasz od ludzi staje się tak silne, że trudno Ci to w sobie pomieścić, To jest jedno z zadziwiających rzeczy, które tam doświadczyłam - zachwyt nie do ogarnięcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz