Florencji
Pizie
Sienie
San Quirico d'Orcia
Montepulciano
Asyżu
Lerici
Cinque Terre
Cuneo
Turynie
Boloni
Marzy mi się podsumować to wszystko jeszcze w kilku słowach, powrót do rzeczywistości nie jest taki łatwy jak myślałam.
Czasami mam już dość odwiedzania i zwiedzania, dlatego Turyn to miła odmiana.
Turyn to nowe smaki,
Zdobyty przepis,
Nauka Włochów języka polskiego,
Śmiech do łez,
Długi spacer,
I miła kolacja na balkonie.
Wczoraj z Nico i Dominiką robiliśmy eksperyment. Z niewiadomych przyczyn jak widzą mnie Włosi zaczynają mówić po angielsku, a jak widzą Dominikę zaczynają mówić po włosku.
Zbadane naukowo, przyczyny jeszcze nie odkryte.
Nowy kierunek: Bolonia.
Jeśli myślisz ze ludzie są źli to wyjdź na drogę i poproś by Cię zabrali DO twojego celu,
Jeśli kiedyś pomyślisz ze Bóg o Tobie zapomniał idź przed siebie otwórz się na to co będzie a nagle wyladujesz tam gdzie po cichu marzyłeś
Jeśli kiedyś myślałeś ze nie masz w sobie dobra i bariera językowa to za dużo uśmiechnij się do drugiego człowieka i zobacz się co się stanie
Jeśli myślisz ze marzenia się nie spełniają po prostu podejmij decyzję. Powiedz o niej komuś.
Pieniądz się znajdą
Czas się znajdzie
Podejmij decyzję i zaryzykuj.
Bóg ma szalone plany dla Ciebie jeśli tylko otworzysz serce i ręce na Jego działanie. Nie ograniczaj Go swoim działaniem. Bądź jego narzędziem, przekaz jego miłość dalej. Nie siłą, po prostu swoją postawą.
Życie na Campingu
Pani co prasuje mężowi koszule,
Ludzie co przybyli z daleka przywitaja Cię miłym słowem
Dziadek co ma wnuczka "na barana " i chodza po basenie
Pranie co suszy się na sznurkach
glosne rozmowy Pań przy toalecie
Radość dzieci co wymyslily sobie zabawę skacząc na chodniku
"Pielgrzymki" ludzi w szlafrokach do łazienek
Panowie co grają w bile
Panie które przyglądają się im uważnie
Ludzie co porozmawiaja z Tobą o podróż
takie to życie na Campingu.
Czasem szczęście które w Nas jest przerasta pojemność naszego umysłu.
Jeden z misjonarzy kiedyś powiedział jestem szczęśliwy ale nie koniecznie zawsze zadowolony.
Jestem szczęśliwa i zmęczona.
odpoczywamy.
Podziwiamy góry.
Odpoczywamy.
14 dni w ciągłej podróży
To już GARSTKA wspomnień ;)
<Domi>
2 tygodnie w podróży to bardzo długo. Codziennie w ruchu, codziennie nie do końca wiesz czy wszystko się uda, codziennie śpisz w innym miejscu codziennie nowi ludzie najczęściej widziani tylko w przelocie, a nawet jeśli spędzasz z nimi więcej czasu nie przywiązuj się bo są dani tylko na chwilę i jutro wasze drogi się rozejdą.
Bywają też chwile doskonałe i te wyczuwa się od razu, z pełną świadomością, że to właśnie tu i teraz, że to właśnie ten moment. Jak wczoraj wieczorem gdy już wykąpana stałam na balkonie, popijałam mrożoną herbatę, a pode mną rozpościerało się Lerici, nasze prywatne Cinque Terre, nadmorskie miasteczko, otulone ciemnością i jasnymi punkcikami światła. Wtedy wiesz, że warto było. Wtedy przez chwilę masz wszechświat u swoich stóp i jedyne co ciśnie się na usta to dziękuję.
Asyż byl jak prezent ;)
Miasto ma tyle zmian w terenie, że dziś mam zakwasy
Posiadanie plecaków okazało się pewną zaletą. Mało kto z takimi plecakami pakuje się w miasto, wiec nas to trochę wyróżnia. Pijąc obowiązkową poranną kawę zaczepiała nas Simone - zakochana w Asyżu Niemka, obecnie mieszkająca w Lizbonie -
Zaproponowała nam przechowanie bagażu. Dzięki niej mogłyśmy na spokojnie zwiedzić Asyż.
- Tomek opowiedział o swojej pracy na misjach w Kazachstanie i dzięki niemu mogłyśmy obejrzeć klasztor franciszkanów.
- miasta są piękne o poranku
- we Włoszech campingi mają baseny :) - poranna kąpiel zaliczona :)
Zdjęcia
Zimne espresso z odrobiną czegoś dobrego zawsze dobrze zrobiony ;)
Nie wiedziałam że zdjęcia panoramiczne robione Samsungiem, aż tak dobrze oddają to co widzimy
- mieszkańcy Asyżu mają piękne mini ogrodeczki i oznaczenia domów.
Na szybko informacja o lokalizacji :)
Wyjechalysmy na wycieczkę ze Sieny po mniejszych miejscowościach w Toskanii.
W jednym z Kościołów (Tato dziękuję za flagę przy plecaku !) podszedł do mnie Polak i zapytał gdzie jedziemy. Na moje "nie wiemy" i krótkiej rozmowie zaproponował zabrać nas do Asyżu ! Szybko zmieniłyśmy plany. Po drodze pojechaliśmy do Montepulciano i mad jezioro (!!!!).
Zabral Nas przemiły człowiek ;) jak przypuszczałam jest Księdzem, a właściwie misjonarzem z Kazachstanu. (Powiedział nam to 5 min przed celem podróży :) ) Przyjechał do Asyżu po kamień węgielny do kościoła który buduje na misjach.
-> Nocleg w namiocie w gaju oliwnym na dziko. Trochę strachu ale pięknie.
Zachwytom, zaskoczeniom, okrzykom radości (przepraszam Dominika ;) ) nie ma końca.
Nasz Bóg jest dobry. Jego dobroć jest ogromna.
Zdjęcia :
stopy juz w paski słoneczne
Zaskakujące rzeźby w Pianza
Zdjęcie z biblioteki w Sienie.
Księgi z XV w.
Dalszym tropem szukania dobrych Granit ruszylysmy w niedziele do Florencji.
(No i jest jeszcze kilka innych powodów żeby tu przyjechać) .
Zdecydowanie nie jest przereklamowana panorama miasta. Widok z góry na Florencje jest niesamowity, obiecuje turyście coś niesamowitego. Zachęca do zwiedzenia uliczek i zanurzenia sie w miasto.
Dzięki temu że śpimy pod Florencja udało się zjesc w prawdziwym włoskim barze śniadanie stojąc przy barze i obserwując jak młoda Włoszka idealnie pieni mleko do kawy.
Luźne wnioski;
Florencja po niedzieli z turystami protestuje i poniedziałek jest dniem zamkniecia wszystkiego
W Florencji spotykalysmy kilka miejsc gdzie stoją tablicę upamiętniające dawne Kościoły - "ex-chiesa"
Warto choć chwile wcześniej wstać i zobaczyć Florencji z mniejszą liczbą osób.
Powoli myślimy co dalej.
Może Piza albo coś mniejszego ;)
Drogi Tato, drodzy Czytelnicy
Warunki pisania nie są łatwe wiec z góry przepraszam za błędy ortograficzne
Sztukę szukania darmowego internetu opracowałam do perfekcji. Pisania na komórce jeszcze nie ;)
Espresso
Malina - limonka - kruszy lód - granita
Papryka - cukinia -Ripiena
Pesto pistacjowe - karmel z ricotta - lody
Fragolino
Życie jest proste
Cień jedzenie cień jedzenie
4. Mam zagwozdke.
Piękne miasto. Otaczają je mury, które już nie jedno widziały. A za nimi od razu jest " wysypka"na której biegają króliki. Takze Rude Króliki.
A miejsce nazzywa sie półwysep szczęścia.
Skad ktoś wziął tyle królików i wpadł na pomysł żeby je tam wypuścić? :) wyglądają na szczęśliwe :)
* jak ktoś to czyta i jak ktoś wyjaśni mi skąd to się tam znalazło wyślę mu ekstra kartkę :) *
5. Znalazłam dwa pomniki rowerzystów. Kolejny dowód na to ze lepiej być we Włoszech rowerzystą niż turystą
6. Jedzenie spożywane podczas siedzenia na murach, chodnikach smakuje dużo lepiej.
7. Z odkryć kulinarnych. Tu wszedzie jest cukinia ! Słoneczna cukinia . Prez przypadek jadłam kawowa granite. Bajka!
<mam teorie ze im miejsce wygląda mniej turystycznie im skromniejszy wygląd tym lepsze jedzenie :)>
Sprawdzimy!
Z odkryć w supermarkecie: są wafelki z nutella! mniam!
szukając wody mineralnej Należymy sklep etniczny także z polskimi produktami :)
Pierwsza pizza we Włoszech zaliczona ;D !!!
<Domi>
Dziś niespodziewanie znalazłyśmy się w Treviso poleconym przez współlokatorkę współlokatorki Dominiki. Tym razem plan działania był jasny i się sprawdził: po pierwsze informacja turystyczna w celu skoordynowania dalszego szwędania się, po drugie włoskie smaki czyli to, co tygryski lubią najbardziej, po trzeci tylko odpowiednia dawka odpoczynku może nas uratować przy 38stopniach w cieniu gdy myśli uciekają w głąb czaszki żeby schronić się przed upałem.
Impresje:
1) włoska pizza: taka prawdziwa, najlepsiejsza, na kawałki. Podróżowanie w dwie osoby się opłaca: 4 rodzaje wypróbowane :) Wygrywa pizza z bakłażanem, cukinią i papryką
2) rowery, a zwłaszcza Pani w słomkowym kapeluszu i krótkich włosach w długiej, kremowej sukience- zdjęcia brak bo przemknęła po ocienionej uliczce i zniknęła za rogiem
3) włoska elegancja, czyli jak oni to robią: upał, nie upał, a rowerze czy na pieszo sukienka i biżuteria musi być. Spodnie długie, ale zwiewne, podobnie koszule
Ok, na dziś koniec. Same obserwacje bo głębsze myśli nie dowierzają deszczowi, który zakończył nasz dzień i ciągle jeszcze nie wychłynęły. Cudowny, spacer w ciepłym deszczu. Mniam.
Trudno ogarnąć trzy godziny nocleg w namiocie na stacji benzynowej. Podróż tirami i bycie w Padwie i przed 9.
Na razie brak planu.
:)
Potrzeba snu i przystosowanie do upału towarzyszyła mi cały dzień. Wczoraj Przed 8 było już 25 stopni. Teraz jest 39.
Zmęczenie to taki mały potwór który nie wiesz kiedy się i jak objawi. Pojawia się znienacka w braku uśmiechu czy sile na kolejny zachwyt. A w Padwie jest czym się zachwycać. Myślałam że jest dużo mniejsza. Jak się skupisz tylko na bazylice św Antoniego dużo możesz stracić . Nie można przestać się zachwycać. Typowe włoskie wąskie uliczki. Małe grupki Włochów skupionych przy barze na szybkie espresso. I przepiękne balkony i tarasy które wprost zachęcają by późnym południem rozkoszować się tam kolacja. To miasto rowerzystów. ZDECYDOWANIE mniejsze prawa masz tu jako pieszy i mniejszy chodnik niz wyznaczone pasy dla rowerow. Lub po prostu jedz z Włoskim temperamentem.
Spalysmy u Dominiki z którą jutro może zobaczymy kawałek Padwy.
Dziś Ze względu na upały wybrałysmy autobus (z klimatuzacja, są na prawdę tanie) do Treviso.
;)
Jest pięknie!
P.s.
Moda na sukces po włosku brzmi bardzo zabawnie ;)
To niesamowite ! Najpierw podróż busem do Piotrkowa Milena i Michał znajomi Domi "podrzucili" nas do Wiednia bo sami jechali na urlop potem czas oczekiwania 15 może minut i transport do pięknej Słowenii . Mateusz (mamo nie czytaj)przekroczył prędkość światła zjadł polska Krowke i wysadzić nie daleko Maribor. Obie widziałysmy Slowenie pierwszy raz. Jest piękna. Czekalysmy na Andrew . Zdecydowanie był nam pisany. Jak on to ujął? Jego kraj to raj ;) pardaise ;) i mówił to tak emocjonalnie ze dal nam dawkę dobrego zastrzyku energii i uśmiechu no i oczywiście tez jego teksty ze on nie może pracować w biurze bo on jest człowiekiem i potrzebuje słońca.
Dziś pomyślałam że nie da się złapać stopa w 15 min po wysiadce . Da się. I bardzo poczułam ze trzeba mieć wielki pragnienia a Bóg się zatroszczy
Ogrom dobra dziś na kazdym skrawku dnia.
Bo była chwila paniki i nagle kolejny Slowenczyk nas uratował z środka Ljubljany.
Zawiózł na stacje . Czekamy na jutro.
nic oryginalnego. Ludzie są po prostu dobrzy.
We Włoszech mieszają się różne smaki, ktore łącza się z nowymi krajobrazami, nowymi doświadczeniami i nowo poznanymi ludźmi.
smak lodów - gorgonzola z orzechami miesza sie ze wspomnieniem o tyn jak siedzialysmy w lodziarni w ktorej pojawiali się ciągle nowi ludzie, którzy chcą dokładnie tego co My. Choć na chwilę się o chłodzić i zapomnieć o bezlitosnym słońcu w Toskanii.
lody o smaku zielonej herbaty wymieszały się z zaskoczeniem i ogromnym wrażeniem, ktore zrobiła na Nas Katedra we Florencji, kiedy pierwszy raz ja zobaczylysmy.
Lody o smaku ryżu przeplatają się z doświadczeniem tego ilu Polaków było we Florencji.
Lody o smaku limoncello są wplecione w nowe doświadczenie Pizy, która oprócz słynnej Krzywej Wieży oferuje o wiele więcej ciekawskim turystom.
Smak granity melonowej jest wpleciony w warkocze Ali i Dominiki Cichej, które z nami spędziły kilka dni.