wtorek, 2 sierpnia 2016

Kolejny rozdział w życiu

Mam wrażenie, że nasze życie można poukładać jak rozdziały w książce. Jeśli tylko usiądziemy  na spokojnie możemy zobaczyć, że na pewnych etapach jesteśmy czegoś uczeni przez Boga. Coś konkretnego w nas dojrzewa, coś ma na nas wpływ i większe znaczenie.
Pytanie co jest dla nas priorytetem i jak byśmy nazwali swoj rozdział książki.
Czy żyjemy tak, że to ludzie maja na nas najwiekszy wpływ i każdy rozdział nazwalibyśmy imieniem drugiego człowieka. Od relacji do relacji która w tym momencie jest dla nas najważniejsza. Czy rozdział byśmy nazywali od miejsca w którym aktualnie jesteśmy.  Czy rozdział nazwalibysmy tym do czego akurat dążymy.
Jeśli tak robimy odcinamy się od bożej  łaski, od Boga, to wtedy budujemy życie na tym co nam się wydaje słuszne.
Budujemy na brakach, które spowodowane są naszymi grzechami.
W momentach w których przestaje próbować żyć po swojemu, w których puszczam palce i pozwalam Bogu sterować swoim życiem dostrzegam, że Bóg Ojciec prowadzi mnie przez życie.   Ucząc delikatnie jak tylko On potrafi, ŻYCIA PEŁNIĄ . Prowadzi spokojnie z miłością, aż na pewne rzeczy choć trochę spojrzę przez Jego pryzmat. Przez pryzmat miłości.

Bóg przeprowadza nas przez pewne rozdziały. Jeśli tylko nabierzemy  oddechu od codzienności to możemy  dostrzec  we wszystkich doświadczeniach, zarówno w dobrych i złych  ze zmierzaja one w jednym kierunku. I tak widzę  jak dojrzewalam do tego czym jest  kobiecość
Ostatnio uczy mnie wolności i tak wszytko co się działo powoduje ze jesten choc troche bardziej Boga niż swoich planów.  On to robi delikatnie. Jednak trzeba na to dać zgodę, że chcemy być uczeni przez niego.
Jeśli codziennie  nie będę się modlić prosić o wypełnienie Jego woli  to wszystko co będę robić będzie krótkotrwałe i zbudowane o moich siłach.
Jeśli chce być uczona przez Boga jeśli chce żyć pełnią.  Musze zaufać i modlić się o Jego wolę.
Jeśli pozwolę, żeby to On nazywał rozdziały w życiu, a nie my sami mamy szansę na PEŁNIĘ ŻYCIA.
Dlaczego o tym piszę?
Pamiętam jak pewnego czasu podjęłam modlitwę o dobrego męża. Komuś mogłoby się wydawać, że wypełnieniem moich modlitw jest dobry mąż.
Jednak jestem pewna, że nie o to chodzi.
Mam stu procentową pewność w Bogu, że modlitwa o dobrego męża czy w innej intencji jest otworzenie się na łaskę. Nie chodzi o to żebym się modliła i nagle spadnie mi z nieba mąż :) (choć mógłby :) )
Mysle ze chodzi o to, że Bóg mnie musi wyprowadzić z grzechów, prowadzić tak w życiu żebym była w stanie wejść w relacje w której mogę dla kogoś być dobra żona.  By wiedzieć czego szukać w relacji by wiedzieć jakiego męża szukać.l by rany w moim sercu, zadane czasem przeze mnie sama, miały czas na uleczenie.
To tylko przykład.
Myślę że modlitwa otwieramy się na kolejny rozdział. Pozwalamy Bogu  działać i trzeba wytrwałości w tych modlitwach, bo przez grzech oddalamy się od Boga, a modlitwa na nowo się do niego zbliżamy.
Wytrwałości w modlitwie,  cierpliwości do nowych rozdziałów w życiu :)

środa, 6 lipca 2016

Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób.. Boże Miłosierdzie.

Pomożesz mi to pojąć?
Mam nie stawiać sobie w głowie schematów tylko być otwarta na drugiego człowieka.
Znając swoje 'ograniczenia', 'wady' mam nie trzymać się siebie, swojego strachu tylko być otwartą na drugiego człowieka. Wchodząc w nową relacje mam nie trzymać się tej 'relacji' tylko po prostu ŻYĆ.
Poznając drugiego człowieka mam nie skupiać się na nim. Poznając drugiego człowieka mam nie skupiać się na sobie.Mam  wierzyć i żyć.
Będąc w relacji mam mówić co myślę i czuję, bo bez dialogu ktoś zobaczy efekty moich przemyśleń, a nie dowie się co siedzi we mnie. Mam jednak wyczuć co mówić i kiedy mówić, bo trzeba zdobyć zaufanie. Mam nie być 'hop do przodu' bo kobiecie nie wypada..

Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie. Tak, nie, inaczej, tego nie rób ,tak się zachowuj, tak zrób, tak nie rób, to wypada, tego już nie, ogarnij się, nie przesadzaj, weź na wstrzymanie.

 wiesz co Boże?
Robimy głupoty i teraz.. tak się głupio ratujemy. Jakimiś zabezpieczeniami, schematami jakimiś ograniczeniami . Żeby nie bolało, żeby się udało, żeby było dobrze, żeby ktoś nas polubił. żeby on nie odszedł, żebyśmy nie zostali sami.
Grzech, nie wierność Tobie, spowodowała, że próbujemy się jakoś połatać, posklejać, tymczasową taśmą klejącą. Jedna łatka, druga łatka. I tak może dotrwamy, może 'dopadniemy' kolejną relację, Może się uda? może kolanem to przepchnę...?  

Nie udało się.  Nie uda się. Tymczasowe nasze ludzkie rozwiązania nie dadzą rady. I tak wrócimy do tego co było, tylko jeszcze bardziej poranieni.

W roku miłosierdzia. Boże, obmyj mnie, nas swoim miłosierdziem.
Byśmy po ludzku nie próbowali siebie sklejać, naprawiać, polepszać, zmieniać czy udawać kogoś kim nie jesteśmy.
Chcemy żyć! W Tobie, w Twojej otwartości i Twojej Miłości. Matko prawdziwej Miłości naucz nas jej.


poniedziałek, 15 lutego 2016

odchudzanie z przymróżeniem oka ;)

Pół żartem – pół serio, ale może wyciągniesz z tego tekstu choć jedno dobre słowo. Postarajmy się odwrócić nasze myślenie.
Kochane dziewczyny,
każda z nas chce dobrze czuć się w swoim ciele. Czasem nie chodzi o to by zgubić dodatkowe kilogramy, ale mamy takie dni, miesiące czy nawet dłuższy okres czasu kiedy po prostu ciężko nam się patrzy w lustro. Nie chodzi o to, że widać po nas, że przytyłyśmy, ale o to, że my czujemy się inaczej. Nasze ciało nie jest takie jakie byśmy chciały. Odbierając nam pewność siebie czy po prostu nasz uśmiech jest trochę bledszy niż zawsze. Inni tego nie widzą, ale my to odczuwamy. Czasem chodzi o to, że nasze ciało ciągle się zmienia w zależności od dnia naszego cyklu.
Mam wrażenie, że wmówiono nam, że jeżeli zgubimy dodatkowe kilogramy to właśnie WTEDY albo TYLKO wtedy będziemy siebie lubić.
Jednak jeśli nawet nam się uda schudnąć czy poprawić nasza kondycję to nie czujemy się tak jak tego oczekiwałyśmy. Nagle satysfakcja okazuje się za mała albo krótkotrwała. Oczywiście w odchudzaniu nie chodzi tylko o zgubienie kilku kilogramów, ale o zmiany w naszym życiu. Może jest takie błędne egoistyczne koło?. Brak miejsca na łaskę?
Może da się schudnąć, zmienić swój tryb życia, a przy okazji zrobić coś dobrego?
Jak pisałam to tekst z przymrożeniem oka, ale jeżeli odmówię sobie czekolady, słodyczy to może dzięki temu będę mogła przelać jakieś pieniądze na fundację. Zamiast wydawać pieniądze na słodycze.
Jeśli bym chciała lepiej się odżywiać, to może gotując będę miała okazję zaprosić do siebie swoich przyjaciół, dla których już dawno nie miałam czasu, ani sposobności by trochę z nimi pobyć.
Jeżeli zamiast siedzieć przed telewizorem pójdę na basen czy spacer to może uniknę lenistwa i wyćwiczę silną wolę?
Jeśli nie kupię gotowych dań tylko poproszę mamę czy babcie żeby nauczyła mnie coś gotować to sprawię im przyjemność, spędzę z nimi czas, a przy okazji  zdobędę nowe umiejętności?
W miejscu doświadczenia „braku” jest miejsce na Ł A S K Ę.
Gdy odmawiamy sobie czegoś, to właśnie coś przestaje być nasze i znów jest miejsce na łaskę. Odmawiając sobie słodyczy, pieniądze przestają być nasze. Odmawiając sobie filmu, czas przestaje być nasz, ale staje się ofiara i czymś co może spowodować coś dobrego, staje się miejscem nas Ł A S K Ę.

wtorek, 15 września 2015

zachwyt.

Oglądam zdjęcia z wyprawy próbuje złapać jakieś myśli i ułożyć. Może wreszcie poukładać je i wybrać te które mogłabym komuś bliskiemu pokazać? Mama pytała już dwa razy, a jakoś nie było czasu.
Pamiętam rozmowę w Bolonii z Janem Łukaszem, który nie mógł pojąć czemu jesteśmy zmęczone skoro mamy wakacje. Teraz powiedziałabym mu, że oprócz ciągłego szukania noclegu/jedzenia/kolejnego miejsca do zobaczenia/, że zmęczona jestem zbiorem wrażeń. Z tym wspomnieniem nakłada mi się wspomnienie jak obie siedziałyśmy w parku w Padwie. To były pierwsze dni, a my po obejrzeniu kaplicy Scrovgnich, siedziałyśmy w parku. Niby żartem, niby serio pozowałam do zdjęcia, któremu można nadać tytuł/lub # :) "tyletupięknacudówsłońcamiłychludzityledobregojedzeniatyletyletyletyleże....jajużnieogarniam"!



Nie da się ukryć, Byłyśmy dzielne i się starałyśmy. Oglądać, zwiedzać, poznawać, przekraczać siebie, dobrze się bawić, ale... udało mi się prawie zasnąć ze zmęczenia na schodach w Pisie, udało nam się pojechać na dwa dni, aż do Cuneo.. i tam nic nie robić, zasnąć w krużgankach kościoła w Bolonii - bo po prostu czasem zachwyt, piękno w pomieszaniu ze zmęczeniem podróży i to co dobrego doświadczasz od ludzi staje się tak silne, że trudno Ci to w sobie pomieścić, To jest jedno z zadziwiających rzeczy, które tam doświadczyłam  - zachwyt nie do ogarnięcia.





wtorek, 28 lipca 2015

prawie podsumowanie..

Trudno ogarnąć po powrocie co się dzieje wokół mnie. Tyle opowieści rodziców, taty, znajomych, brata czy w pracy o podróży. Przyszła własna decyzja i własna podróż. Pojawił się kompan do podróży i tak z Dominiką spędziłyśmy dwadzieścia cztery dni lipca we Włoszech.
wyruszyłyśmy o 7 rano 1. lipca, wróciłyśmy o 12.  - 24. lipca.
Podróż do Włoch zajęła: 26 h 
Z Padwy ruszyłyśmy około 18 w środę, w piątek w Łodzi w południe stałam na rondzie Lotników Lwowskich, zastanawiając się jak dotrzeć i jak się podróżuje po Łodzi.

Korzystałyśmy z różnych noclegów: od akademika, po spanie na dziko, campingi, hostele, B&B, spanie w Oratorium na sali gimnastycznej, aż mieszkanka-pokoje-wille korzystając z Couchsurfingu.

Podróżowałyśmy różnie: autostopem - Tirem, osobówką, polskim PKS, Bla Bla carem, komunikacją miejską, Megabusem (polecamy odpowiednik Polskibus!), pociągiem, 

Bardzo mnie zastanawia ile przebyłyśmy kilometrów, ale tego się nigdy nie dowiem ;)
Ile pieniędzy wydałam? nie wiem ;) na lody to pewnie kosmicznie dużo :)




Byłyśmy w:
Padwie 
Treviso
Florencji
Pizie
Sienie
San Quirico d'Orcia

Montepulciano
Asyżu
Lerici
Cinque Terre
Cuneo
Turynie
Boloni

Marzy mi się podsumować to wszystko jeszcze w kilku słowach, powrót do rzeczywistości nie jest taki łatwy jak myślałam.

sobota, 25 lipca 2015

W DOMU!

Za nami już powrót do domu, przez ten czas trudno było mówić o pisaniu czegoś lub dawaniu znaku, że żyjemy. Tak na prawdę trochę nie ogarniam jak duże szczęście miałyśmy. Fakt, podróż wyczerpująca, ale ogrom życzliwości i pomocy jaki otrzymałyśmy jest niesamowity.
Niektórzy nie wiedzą.. ale udało mi się drugiego dnia w Padwie zgubić dokumenty.
Nasza podróż z tego powodu musiała się zakończyć w Padwie by rodzice na wszelki wypadek mogli przesłać paszport. Wolałam go mieć, bo w końcu wracałyśmy autostopem.
Spędziłyśmy trzy dni w Padwie - dzięki gościnności Dominiki i Miriam i Ali.
Upał był taki, że właściwie jedyne co robiłyśmy to próbowałyśmy przetrwać :)
W końcu doszło do tego, że w środku parku zaczęłyśmy się oblewać wodą ;) odstraszając wszystkich i powodując ochłodzenie na kilkanaście minut ;)

Powrót poszedł bardzo sprawnie.
Ruszyłyśmy w ten upał około 16, było kosmiecznie gorąco - pot się z nas lał (dosłownie), przedzierałyśmy się przez krzaki i widziałyśmy tęcze kiedy pan podlewał swoje pole (wolę nie wiedzieć jaką substancją :) ).
Po ogarnięciu się, ustaleniu właściwiej strony świata w którą chcemy jechać, zaczęłyśmy łapać stopa i tak dzięki Filipowi, Marcinowi Markowi miłej rodzinie z Gdańska i ... niestety imion wszystkich nie pamiętam dotarłyśmy do Polski.
Rozmowy i troska o to, żebyśmy miały jak dalej jechać była niesamowita, oni sami próbowali szukać nam dalszego transportu, a Fillipo nawet dzwonił do Dominiki, żeby dowiedzieć się czy wszystko ok.
Napiszę jeszcze pewnie post o couchsurfing, albo trochę więcej szczegółów, ale muszę trochę wrócić sama do siebie ;)

p.s.

Po kilku godzinach Marcin stwierdził, że powinnam znaleźć sobie faceta z Tirem, szczerze mnie ta wizja ubawiła - plan jest dobry - mąż jedzie w trasę bierze mnie wysadza ja zwiedzam on rozpakowuje towar wraca po mnie a ja będę na butli gazowej gotować mu obiad.
plan jest, szukam Tirowca :D

wtorek, 21 lipca 2015

gorąco?

kwestia czy jest goraco we Wloszech?
Nico, Włoch, po spacerze w Turynie zszedł prawie z tego świata i musiał sie wykąpać w fontannie, a pitem przyszedł spać na trawie.
Cudem przeżył.
Victorio z chęcią zjadł  z nami kolację, aleo 6 rano uciekł nad morze.
Jan Łukasz poszedł z nami na spacer tylko nocą w Bolonii. Na myśl o tym, że chcemy zwiedzać Bolonie w dzień powiedział, że ma nadzieje, że to przeżyjemy. On rano uciekł z miasta.
Dominika C. o północy  siedziała w jednym miejscu wachlując się próbowała przeżyć.
Od wczoraj znowu jesteśmy w Padwie. Najmilej jest w supermarkecie albo w cieniu.
Chyba jest gorąco.