sobota, 25 lipca 2015

W DOMU!

Za nami już powrót do domu, przez ten czas trudno było mówić o pisaniu czegoś lub dawaniu znaku, że żyjemy. Tak na prawdę trochę nie ogarniam jak duże szczęście miałyśmy. Fakt, podróż wyczerpująca, ale ogrom życzliwości i pomocy jaki otrzymałyśmy jest niesamowity.
Niektórzy nie wiedzą.. ale udało mi się drugiego dnia w Padwie zgubić dokumenty.
Nasza podróż z tego powodu musiała się zakończyć w Padwie by rodzice na wszelki wypadek mogli przesłać paszport. Wolałam go mieć, bo w końcu wracałyśmy autostopem.
Spędziłyśmy trzy dni w Padwie - dzięki gościnności Dominiki i Miriam i Ali.
Upał był taki, że właściwie jedyne co robiłyśmy to próbowałyśmy przetrwać :)
W końcu doszło do tego, że w środku parku zaczęłyśmy się oblewać wodą ;) odstraszając wszystkich i powodując ochłodzenie na kilkanaście minut ;)

Powrót poszedł bardzo sprawnie.
Ruszyłyśmy w ten upał około 16, było kosmiecznie gorąco - pot się z nas lał (dosłownie), przedzierałyśmy się przez krzaki i widziałyśmy tęcze kiedy pan podlewał swoje pole (wolę nie wiedzieć jaką substancją :) ).
Po ogarnięciu się, ustaleniu właściwiej strony świata w którą chcemy jechać, zaczęłyśmy łapać stopa i tak dzięki Filipowi, Marcinowi Markowi miłej rodzinie z Gdańska i ... niestety imion wszystkich nie pamiętam dotarłyśmy do Polski.
Rozmowy i troska o to, żebyśmy miały jak dalej jechać była niesamowita, oni sami próbowali szukać nam dalszego transportu, a Fillipo nawet dzwonił do Dominiki, żeby dowiedzieć się czy wszystko ok.
Napiszę jeszcze pewnie post o couchsurfing, albo trochę więcej szczegółów, ale muszę trochę wrócić sama do siebie ;)

p.s.

Po kilku godzinach Marcin stwierdził, że powinnam znaleźć sobie faceta z Tirem, szczerze mnie ta wizja ubawiła - plan jest dobry - mąż jedzie w trasę bierze mnie wysadza ja zwiedzam on rozpakowuje towar wraca po mnie a ja będę na butli gazowej gotować mu obiad.
plan jest, szukam Tirowca :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz