tak właściwie to zaczęłam pisać w innym miejscu. ale tu zostaje jakiś sentyment. z tym co tu napisze.
sporo się dowiaduje ostatnio.
konfrontuje się z tym czego nei rozumeim albo nie przyswajam w swoim życiu.
jakoś zawsze miałąm poczucie, że muszę wiedzieć co dalej. jaki jest mój cel życiowy. co chce osiągnąć i od razu w pakiecie odstawałam ogrom poczucia że coś ze mną jest nie tak skoro nei wiem co jak gdzie i dlaczego w swoim życiu chce robić. Wiem, że Bóg nas powołuje że wybrał nas juz w łonie matki do jakiegoś celu do czegoś co nas uszczęśliwi on wie do czego ejst nasze serce stworzone. a jednoczesnie nigdy nie zwalniało mnie z poczucia że JA NIE WIEM JAKI JEST CEL.
ale z tym co sięd zieje teraz postanowiłam inaczej.
postanowiłam patrzeć na dziś na najbliższy tydzień, traktować każdą neidzielę jako sylwester. z czystym spojrzeniem na dzień. na tydzień. nowe działania wykorzystywanie czasu i wszystkiego obok siebie jak najlpeiej.
ale znowu musiałam się puknąć w głowę...
Duchu Mądrości,
pozwól mi dostrzec do czego zostałam powołana...
a odkrycie powołania zostanie rpzed nami odkryte jeśli na wszystko powiemy Tak i przytulimy się do serca Ojca.
dobrego czasu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz