jak byłam małym dzieckiem myślałam że Bóg ma dla nas plan.
że mamy iśc od punktu do punktu B i że On na górze i tak wie co będzie jutro jaki będzie jutro mój wybór.
z czasem takie spojrzenie się po prostu powoli powoli zmieniało..
Bóg obdarzył nas WOLNOŚCIĄ.
i by pojąć to wiarę trzeba moim zdaniem pojąć jakby możliwość istnienia dwóch rzeczy na raz.
tak jak podczas Eucharysti Jest chlebem i ciałem
jest wszechmocny a dał nam Wolność
mógł by Nas zaprowadzić najkrótszą Drogą. a On dając na Miłość daje nam Wolność.
kidyś rozmawialiśmy w Duszpasterstwie i żartach stwierdziliśmy że Bóg jak my się rodzimy włącza nam GPS na NIEBO i z każdej drogi w naszym życiu:
z każdej, każdej każdej.
znów ustawia nam NAJKRÓTSZĄ trasę do Nieba,a my możemy iść w każą stronę świata. jak tylko sobie wymarzymy zdecydujemy ..
to co pierwsze mi się dziś nasuwa.o tym GPS.
ile razy bym chciała być już kilka kroków do przodu przeskoczyć choć to półroku. wiedziec co bedzie za rok .
o tak! z czystej ciekawości :) gdzie będę? gdzie podzieją się plany o podróżach?
co będzie?
ale..
wiedząc że Bóg dał nam wolnosc trudno nie zauważyć tego że podsuwa nam wydarzenia ludzi któzy idealnie pasują w idealnym moemncie do tego co dzieije sie w naszym zyciu.nasza decyzja jednak przecież polega na tym co przyjmiemy a co odrzucimy.
czasem mam wrtazenie ze poznajee wlasnie tych ludzi po to żeby coś mi przekazali? pocieszyli czy po rpostu w niewytłumaczalny sposób doprowadzili do kolejnego punktu na mojej mapie.
i tu aż trudno nie wspomnieć Ks T. którego spotkałam na Lednicy, rozmowa i spowiedź trwała z półtorej godziny. dostałam email żeby pisać jak by znów coś złego(dobrego) się działo. kilak emiali a potem człowiek który zmienił moją drogę. znikł. tak po prostu.
dostałam wtedy koszulkę lednicką od niego Anioły (w)porządku :)
Czasem bardzo mocno czuję że przekombinowałam że coś robię na siłę. i że robie COŚ co nie ukłąda się odpowiednio w czasie. wydarza się na przykład za szybko w moim życiu że pewien proces dojrzewania do jakiejś cechy czy sytuacji przyspieszyłam.A to trudno później zmienić. trzeba wybrać nową drogę.
czasem bardzo trudno rozpoznać czy się przekobinowało czy nie.. czy jest się w odpowiednim miejscu ..
wtedy najważniejsza jest modlitwa.
w tej ciszy. spokoju co mnie teraz otacza i w tym zagmatwaniu co dalej.
w tym siedzeniu ze skreconym kolanem, otwieram dzis w Kościele książeczkę i czytam:
"podobnie może tak jak Szymon Cyrenejczyk mieliśmy własne plany szliśmy swoją drogą tymczasem okoliczności wymuszają na nas zatrzymanie się, narzucają zmianę czy tego chcemy czy nie.
JEDNAK istontnie zalezy od Nas jak się dalej zachowujemy.
Zatrzymanie się , z początku wymuszone moze stacv sie okazja do modlitwy, zwlaszcza gdy zatrzyma nas choroba cvzy zwolnienie z pracy.dzieki modlitwie zdolamy dostrzec ze przyjmujac krzyz pomagamy samemu Bogu.Tak On potzrbuje naszego wspoldzialania w dziele zbawienia. Po to otrzymalismy od Niego wolność najwyzszy dar, który dzięki przyjęciu krzyża w posłuszeństwie rozwija się"
J.Bolewski Sj
to odpowiedni moment i odpowiednie słowa.
nic w końcu nie jest przypadkiem
Boże,
otwórz moje serce na Twoje znaki, pomóż mi dostrzec to co dla mnie i dla tych z którymi teraz żyje najlepsze.
A.
p.s.
to taki zbiór myśli kiedy K. powiedział że się zaręczył.
przypadkowe spotkanie. i taka dobra informacja.
na wszystko przychodzi pora :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz